
Rok 1999. Związek Radziecki formalnie upadł osiem lat wcześniej, lecz jego armia wciąż trwała, wierząc, że imperium można ocalić. W wielu garnizonach rozsianych po dawnych republikach oficerowie bronili idei, która już dawno straciła polityczne fundamenty.
Na gruzach radzieckiego kolosa powstały nowe państwa. Federacja Brodryjska – próbująca zbudować własną tożsamość i instytucje – oraz Protektorat Nan Di, w którym narastały ruchy radykalne, karmione poczuciem krzywdy i pragnieniem odwetu.
Lata dziewięćdziesiąte były czasem chaosu. Granice dopiero się kształtowały, gospodarki pogrążały się w kryzysie, a dawne konflikty narodowościowe odżywały z nową siłą. W tym świecie niepewności, Lihe – miasto na pograniczu – stało się punktem zapalnym.
Garnizon Armii Czerwonej, liczący pięciuset oficerów, trwał tam jak relikt przeszłości. Dla jednych byli obrońcami dawnego porządku, dla innych – symbolem okupacji i zniewolenia. To właśnie oni mieli stać się celem nandyjskich bojowników.
Wczesnym rankiem bojownicy otoczyli garnizon. Nie szukali otwartej bitwy. Zastosowali metodę, która miała złamać nie tylko ciała, ale i ducha. Oficerowie zostali pojmani, odseparowani od reszty żołnierzy, a następnie rozstrzelani – metodycznie, w grupach, w sposób przypominający zbrodnię iwanogrodzką sprzed kilkudziesięciu lat.
Nie była to zwykła masakra. Był to akt symboliczny – pokazanie, że historia zatacza krąg, że ci, którzy bronili dawnego imperium, teraz sami padli ofiarą bezwzględnego terroru. Pięciuset oficerów Armii Czerwonej – ludzi, którzy wierzyli w odrodzenie Związku Radzieckiego – zostało unicestwionych w jednej, chłodnej operacji.
Masakra liheńska nie była aktem przypadkowej przemocy. Bojownicy nandyjscy działali z jasnym celem – walka o niepodległość Nan Di. W oczach Nandyjczyków Federacja Brodryjska była największym zagrożeniem dla ich państwowości. Brodryjskie wpływy, obecność wojskowa i polityczne naciski sprawiały, że Protektorat Nan Di czuł się jak twór tymczasowy, stale zagrożony utratą suwerenności.
Rozstrzelanie pięciuset oficerów w Lihe miało wymiar symboliczny. Był to cios wymierzony nie tylko w resztki radzieckiego imperium, ale i w Brodryjską Federację, która mogła wykorzystać Armię Czerwoną jako narzędzie nacisku. Czy decyzja o egzekucji zapadła w samym Protektoracie Nan Di, czy była inspirowana przez siły zewnętrzne? Tego do dziś nie wiemy. Wiemy jednak, że masakra liheńska stała się punktem zwrotnym – momentem, w którym walka o niepodległość Nan Di przybrała najbardziej dramatyczną formę.
Konsekwencje były tragiczne. Przez długi czas Nan Di pozostawało protektoratem – najpierw pod władzą Federacji Brodryjskiej, później Carstwa Brodryjskiego, aż wreszcie Imperium Brodryjskiego. Proces brodryfikacji był nieubłagany: język, kultura, administracja – wszystko podporządkowane dominacji Brodryjczyków. Do dziś w Imperium Nandyjskim istnieją skupiska brodryjskiej ludności, będące żywym świadectwem tamtej epoki.
Masakra miała być aktem walki o niepodległość Nan Di. Ale efekt okazał się odwrotny. Wspólnota międzynarodowa, zszokowana brutalnością rozstrzelania pięciuset oficerów, odwróciła się od Nandyjczyków. Zamiast wsparcia – przyszła izolacja. Nan Di zostało osamotnione, pozbawione sojuszników, skazane na samotną walkę o przetrwanie.
Lihe stało się symbolem – miejscem, gdzie desperacja narodu pragnącego wolności spotkała się z bezwzględnością historii. A konsekwencje tej tragedii odczuwane są do dziś, w cieniu brodryjskiej dominacji i nandyjskiej samotności.

